04/03/2015

„Byłem milionerem” – Józef Krasnodębski

Józef Krasnodębski.


Po raz pierwszy przekroczyłem bramę fabryki w 1923 roku. W wieku szesnastu lat rozpocząłem terminowanie u mistrza monterskiego w celu wyuczenia się zawodu. Przez pewien czas w moim życiu byłem milionerem. Zarabiałem miesięcznie nawet osiemnaście milionów marek polskich. Kilogram cukierków kosztował dwa miliony.

Po upadku Powstania Warszawskiego warszawiaków wysiedlono do obozów. Ja trafiłem do Łomianek. Stamtąd uciekła najpierw moja rodzina, a potem ja. Do lutego 1945 roku ukrywaliśmy się w Babicach. Tak się złożyło, że zatrzymaliśmy się u teściów mojego obecnego kolegi Antoniego Bogusia. Oczywiście, wtedy jeszcze go nie znałem.

Do Warszawy wróciliśmy 15 lutego 1945 roku, a od 20 lutego zacząłem znów pracować w zakładach Twardowskiego przy Grochowskiej. Główną robotą wtedy było odgruzowywanie i uruchamianie zakładu. Rodzina tak jak dawniej mieszkała w Wiśniewie, więc do pracy miałem kawał drogi. Twardowski pozwolił mi mieszkać na terenie zakładu i tylko raz na tydzień chodziłem do domu.

Cóż to za radość była, gdy otrzymałem pierwsze kartki na żywność. Było to w marcu. W zakładzie zbierało się i wyszukiwało części do pomp, na przykład do turbiny w elektrowni na Powiślu. Za to, żeśmy ją nareperowali, jako jedni z pierwszych otrzymaliśmy prąd z elektrowni. W magazynach u Twardowskiego przechowywano sporo odlewów jeszcze sprzed wojny i to pozwoliło na ruszenie produkcji bez oglądania się na odlewnię. Reperowaliśmy części do pompy dla rządu, który urzędował przy ulicy Wileńskiej. Ja sam poszedłem je montować.

Robiło się też pompy dla „Rygawaru”, od którego w początkowym okresie dostawaliśmy prąd. Wreszcie znów ruszyła ciuchcia do Wiśniewa. Mogłem już codziennie nocować w domu. Życie rodzinne i zakładowe wracało do normy. Brałem udział w organizowaniu związku zawodowego. Wchodziłem w skład Rady Zakładowej. Przez dwanaście lat byłem społecznym inspektorem zakładowym. Obecnie pełnię funkcję społecznego inspektora oddziałowego.

Hala produkcyjna przy Grochowskiej.


Z artykułu Bolesława Waszula, Rozmowa z Józefem Krasnodębskim, „Wafapomp”, 1966, nr 6 (13)
i z artykułu Józefa Krasnodębskiego, Opowiadają nasi pracownicy, „Wafapomp”, 1979, nr 15 (199).